18 maja 2004

# 3

Praca, praca, praca. Nie żeby jakieś poważne stanowisko, o kokosach co miesiąc nie wspomnę, ale jednak złodziej czasu z niej straszny. Jestem przez nią zbyt roztrzepana i zaczynam zapominać o tym, co robiłam poprzedniego dnia. Dlatego będę zamieszczać codziennie relacje z mojego nic nie robienia, żebym mogła tu zajrzeć jutro i odtworzyć dzisiejszy dzień.

A wniosek z dzisiejszego dnia jest taki, że przestawiciele firm wszelakiej maści, to sekta. Wszyscy zachowują się tak samo, oczywiście są mili (muszą), ale to jest sympatia wyuczona, nienaturalna. Używają swojej terminologii, z której pewnie też się śmiali, zaczynając pracę na swoim stanowisku, a potem zaczęli ją namiętnie stosować, żeby wprawić w zakłopotanie swoich klientów i żeby ci poczuli się jednak trochę głupsi od nich. Mówią o tych swoich optymalizacjach i planach taryfowych, i myślą sobie: Tak tak, przytakuj, przecież i tak widzę, że nic nie rozumiesz. I dalej uskuteczniają swoją gadkę.
A jak się im proponuje kawę, to bardzo chętnie, tak proszę, ślicznie dziękuję, a potem nawet nie spojrzą na filiżankę.

Po takiej ich wizycie mam wrażenie, że przed przystąpieniem do pracy, wszyscy odbywają przymusowe szkolenia w zakresie mimiki twarzy i dopuszczalnego poziomu spouchwalenia się z klientem.
Tak czy inaczej - są pomocni (nie trzeba stać w kolejkach, żeby załatwić coś samej, bo oni robią wszystko za Ciebie), ale irytujący (śmieją się zawsze przez określone kilka sekund i urywają, a Ty czujesz się jak debil).

--

K. stwierdził, że zbyt szybko się denerwuję. Żebyś Ty, Słońce, wiedział JAK szybko... Wiem, że to nie mój interes, ale teraz, kiedy w firmie nie ma Wodza, po prostu nie moge patrzeć na co poniektórych, co to poczuli żyłkę władzy... Ale dobijają mnie też pierdoły - skutecznie i za szybko. Dobił mnie facet od remontu mojego pokoju, z którym współpraca skończyła się, zanim jeszcze się zaczęła (cham i prostak), dobija mnie brat, który rzuca brudne skarpetki OBOK kosza na bieliznę, dobijają mnie zbyt długie zakupy z matką - zaraz po pracy, a jeśli jeszcze do tego jestem głodna (a jestem), to mam kurwiki w oczach. Czyli ogólnie miła ze mnie osoba.

Wakacje... Wyjechać gdzieś, leżeć na plaży, nie odbierać telefonu, nie zapieprzać na łeb na szyję, nie stać w korkach, nie zapominać o czymś ważnym, nie stać w kolejkach do niewłaściwego okienka.
SMAŻYĆ SIĘ NA PLAŻY.

Brak komentarzy: